Nauczyłam się fachowo kopać groby. Mam na to nawet różowo-turkusowy certyfikat.
Tanya Gold
Kilka miesięcy temu, na prośbę rady miejskiej miasteczka Peterlee, w East Durham College wprowadzono po dłuższej przerwie kurs grabarzy. Na miejscowym cmentarzu zabrakło bowiem wykwalifikowanych kopaczy grobów. Postanowiłam spróbować szczęścia. Jak się okazało, trzej moi koledzy z kursu byli już od dawna zatrudnieni przez radę miejską na miejscowym cmentarzu.
Reklama
Siedzieli teraz, obgryzając końcówki ołówków i wyglądali jak kibice piłki nożnej, którym dano bilety na mecz squasha. Gary jest młody i potężnie zbudowany, Paul jest pulchny i ciemnowłosy. Wayne ma pogodne usposobienie. Mówi, że wykopał już w życiu ponad tysiąc grobów, ale postanowił zdobyć dyplom. Siadam obok Andrew, czwartego kursanta. Jest specjalistą od przycinania gałęzi drzew, chciałby w wolnym czasie zajmować się także kopaniem.
Pojawia się Dave Miller, nasz instruktor. Miły, rozsądny, dobrze zorganizowany, potrafi zmotywować człowieka do działania. Tak naprawdę jest nauczycielem, jakiego zawsze chciałam mieć i nigdy nie miałam, bo moi ulubieni wykładowcy byli zatraconymi alkoholikami, którzy pijackim głosem czytali Keatsa, zwłaszcza po lunchu. Dave rzuca plik papierów na biurko i wypowiada złowieszcze słowa: Dziś będziemy mówić o bezpieczeństwie i higienie pracy. Zaczynamy dygotać.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".