Brak rządu – cudowne!
Nigdy nie umiałem być dobrym towarzyszem. Nie potrafię stać w szeregu. Nie leży to w mojej naturze. Być może to wada, ale nic na to nie poradzę – mówi jeden z najwybitniejszych niemieckich intelektualistów Hans Magnus Enzensberger.
Philip OltermannTrudno powiedzieć, czy Kurt von Hammerstein,pierwszoplanowa postać wydanej niedawno eksperymentalnej historii republiki weimarskiej napisanej przez Hansa Magnusa Enzensbergera, jest ostatecznie bohaterem czy łajdakiem. Ten ostatni głównodowodzący Reichswehrą przed zdobyciem władzy przez nazistów gardził Hitlerem, a jego karierę obserwował z odrazą. – Znów mogę zasnąć spokojnie, bo wiem, że jeśli zajdzie konieczność, będę mógł wydać żołnierzom rozkaz strzelania do nazistów – powiedział w 1932 roku. Kiedy Führer rok później przejął kontrolę nad armią, Hammersteinnie kiwnął jednak palcem. Po odejściu w stan spoczynku związał się z kręgiem utworzonym wokół Clausa von Stauffenberga, a nawet przekazywał tym ludziom istotne informacje, mimo to nie przystąpił do ich konspiracji. W 1943 roku umarł na raka.
Przenikliwy marzyciel
Być może najlepsze, co można powiedzieć o Hammersteinie, to że szedł pod prąd. Angielski tytuł wspomnianej książki – „The Silence of Hammerstein” (Milczenie Hammersteina) – ma bardziej negatywną wymowę niż tytuł niemiecki, który przywodzi na myśl pewną wyjątkową, jeśli nie do końca godną pochwały cechę: „Hammerstein oder der Eingesinn”. – Niełatwo przetłumaczyć słowo „Eingesinn” – wyjaśnia Enzensberger, dopijając trzecią filiżankę kawy w swym monachijskim mieszkaniu z widokiem na ogród angielski. – To nie jest samolubstwo. To nie upór. Ani też nie bezkompromisowość. Można powiedzieć, że to znaczy, iż mamy własny system wartości.
To dla mnie bardzo interesująca cecha, ponieważ jest właściwie poza kontrolą danej osoby. Kiedy po wojnie pierwszy raz pojechałem do Anglii, ludzie używali wyrażenia „człowiek z charakterem”. Być może to jest właściwe tłumaczenie. Pomimo presji środowiska Hammerstein się nie ugiął. Nie mógł. To uratowało go przed oportunizmem typowym dla innych generałów. Oczywiście zabiliby go, gdyby nie umarł w 1943 roku.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
