Kara śmierci w USA
Gdy nie ma już żadnej nadziei, adwokat David Dow rozpoczyna wyścig z czasem. To do niego zwracają się skazańcy oczekujący na wykonanie wyroku śmierci w Teksasie.
Philippe Boulet-GercourtKara śmierci w Teksasie jest niczym korrida: podsądny nie ma prawie żadnych szans, żeby wyjść z tego cało. Prokuratorzy prezentują dowody winy, przysięgli chcą dopaść winnego, a sędzia pragnie się przypodobać obywatelom, którzy go wybrali. Adwokat robi, co może, żeby ocalić skazanego, ale gdy chodzi o obrońcę z urzędu, to choć nierzadko bywa nawet pełen dobrej woli, w wielu innych przypadkach może się okazać leniem, alkoholikiem czy po prostu osobą niekompetentną.
Nie do obrony
Skazania oczywiście trudno wtedy uniknąć. Jest tam jednak również adwokat, do którego można się zwrócić w ostatniej instancji. Prawnik broniący tych – zarówno winnych, jak i niewinnych – którzy mają jeszcze choćby cień szansy na uniknięcie śmierci. Nazywa się David Dow. Dorastał na zachód od Houston, gdzie w krajobrazie dominują rancza. Potem wyjechał na studia na północny wschód, a więc do tych stanów, gdzie Teksańczyków postrzega się w najlepszym razie jako opóźnionych w rozwoju kowbojów. Ożenił się z Kalifornijką niemieckiego pochodzenia, dla której, jak sam przyznaje, Teksas jest ciągle obcym krajem.
Tak naprawdę Teksas nigdy nie wypuścił go ze swych szponów. I przyciągnął z powrotem jak magnes, gdy pod koniec lat 80. David rozpoczął badania porównawcze nad karą śmierci w czterech amerykańskich stanach. – W ramach badań spotkałem się z pięcioma czy sześcioma skazanymi na śmierć – opowiada prawnik. – Jeden z nich miał być stracony za kilka tygodni. Wtedy nie byłem jeszcze przeciwnikiem kary śmierci, ale pomyślałem sobie, że ten facet ma prawo do adwokata. I tak to się potoczyło po nitce do kłębka…
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
