Ingerencja humanitarna
Haiti, Somalia, Kosowo, Afganistan. Zachód posyła żołnierzy, by pomagać. Czy ratownicy mogą przerodzić się w okupantów?
Andrea Böhm, Ulrich LadurnerAmerykańscy żołnierze kierują ruchem lotniczym w Port-au-Prince, amerykańscy marines patrolują stolicę Haiti, piloci helikopterów przewożą pomoc. – Przyślijcie marines! – prosili Haitańczycy po trzęsieniu ziemi z 12 stycznia br. Barack Obama uruchomił gigantyczną operację humanitarną z udziałem amerykańskich sił zbrojnych. Kierowały nim szczere motywy, ale i chęć, by pokazać: patrzcie, potrafimy działać także zupełnie inaczej. Tym razem zamiast strzelców wyborowych i pogróżek – dobre intencje i paczki z żywnością.
Operacja jest uzasadniona z etycznego i prawnego punktu widzenia oraz absolutnie niezbędna. Nie dlatego, że wojsko amerykańskie w roli ratowników sprawdzało się lepiej niż inni, ale przez to, że w przewidywalnej przyszłości nie będzie innego rozwiązania. Wspólnocie międzynarodowej brakuje woli i pieniędzy, by zapewnić globalną cywilną pomoc na wypadek katastrof i utrzymywać dobrze wyposażone stałe oddziały. Ale dlatego właśnie interwencja budzi wątpliwości polityczne. Żołnierz łatwo wychodzący w razie potrzeby z roli wojownika, by zostać ratownikiem i pomagać w procesie odbudowy, a z drugiej strony cywilny pracownik, który wydaje się bezradny bez wsparcia militarnego – to obrazy medialne ujawniające niebezpieczną tendencję: militaryzację pomocy humanitarnej.
Nie przywrócono nadziei
Tendencja ta nie zaczęła się ani na Haiti, ani w Afganistanie. Zapoczątkowało ją przed niespełna 18 laty lądowanie doborowych jednostek armii amerykańskiej na plażach Mogadiszu w Somalii. Operacja Przywrócić Nadzieję miała stworzyć „bezpieczne warunki” do zaopatrzenia w żywność głodującej ludności, a okazała się historycznym precedensem. Po raz pierwszy medialne relacje o katastrofie humanitarnej miały bezpośrednie konsekwencje militarne. Rada Bezpieczeństwa ONZ uznała klęskę głodu w Somalii za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa, USA stanęły na czele wojskowej misji ONZ. Zdawało się, że narodził się „nowy światowy ład dobrych intencji”.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
