Oparty na średniowiecznej legendzie film „Papieżyca Joanna” wywołał w ostatnich tygodniach nową falę dyskusji o roli i pozycji kobiet w Kościołach chrześcijańskich. Wisi nad nią pytanie postawione przez słynnego teologa Hansa Künga: jeśli to tylko legenda, to dlaczego przez tyle setek lat Watykan tak bardzo się jej bał?
Po Leonie papieżem był przez dwa lata, siedem miesięcy i cztery dni Jan Anglik (Ioannes Anglicus), urodzony w Moguncji. Zmarł w Rzymie, po czym tron papieski przez miesiąc pozostawał pusty. Powiada się, że ten Jan był kobietą, która jako młoda dziewczyna udała się do Aten w męskim przebraniu razem z mężczyzną, który był jej kochankiem. Tam zgłębiała różne dziedziny wiedzy tak długo, aż nie miała już nikogo równego sobie. Później wykładała w Rzymie, a jej studentami i słuchaczami byli uczeni mężowie. W mieście szerzyła się jej sława, jako wybitnej osobistości o wielkiej wiedzy, tak że wszyscy byli zgodni, iż to temu Janowi należy się godność papieża. Kiedy jednak już została papieżem, zaszła w ciążę ze swoim kochankiem. Nie wiedziała jednak, kiedy ma nastąpić poród. I tak zaczęła rodzić podczas procesji idącej z bazyliki św. Piotra do bazyliki św. Jana na Lateranie (gdzie do 1308 roku znajdowała się siedziba papieży – przyp. FORUM), w uliczce między Koloseum a kościołem św. Klemensa. Mówią, że po jej śmierci została pochowana w tym samym miejscu. Każdy Ojciec Święty zawsze omija tę uliczkę i wiele ludzi wierzy, że czyni tak z powodu zgrozy i zgorszenia, jakie wywołało tamto wydarzenie. Jej imię nie zostało też umieszczone na liście Ojców Świętych zarówno z powodu jej płci, jak i popełnionego wszeteczeństwa”. Tak opisywał życie i śmierć kobiety-papieża XIII-wieczny kronikarz Marcin z Opawy, dominikanin, znany również jako Martinus Polonus. Pochodził on z Opawy na Śląsku, ale wiele lat spędził w Rzymie. Został tam penitencjarzem i kapelanem kolejnych papieży. Na prośbę Klemensa IV napisał kronikę papieży i cesarzy – najpopularniejszy w średniowieczu zarys dziejów od czasów Chrystusa. Doprowadził tę kronikę do roku 1277. Latem 1278 roku, po konsekracji na arcybiskupa gnieźnieńskiego, wyruszył do Polski. Nie zdążył już dotrzeć do Gniezna – zmarł po drodze w Bolonii.
Grzech płci
Ów Marcin jest głównym, chociaż niejedynym, źródłem wiadomości o tajemniczej, wybranej na papieża kobiecie – o której nie wiadomo, jak wyglądała, jak się nazywała (imię Joanny kronikarze nadali dopiero później) ani jakiej naprawdę była narodowości (Angielka, ale z niemieckiej Moguncji?) Nie wiadomo nawet, czy istniała rzeczywiście, czy była tylko legendą.
Problem polega na tym, że Marcin z Opawy nie pisze o tym kobiecym pontyfikacie jako o wydarzeniu współczesnym mu albo niewiele wcześniejszym. On utrzymuje, że zagadkowa papieżyca zasiadała na Stolicy Piotrowej w IX wieku – czyli aż 400 lat wcześniej. Sam nie może tych wydarzeń pamiętać. Dokładność, z jaką je opisuje, wskazuje, że musiał korzystać z jakichś precyzyjnych źródeł – czas jej pontyfikatu określił z dokładnością do czterech dni.
Podaje jednak dwie wersje dalszych losów nieszczęsnej papieżycy. Według jednej dzień porodu jest zarazem dniem jej śmierci. Według drugiej – kobieta pokutuje przez długie lata za swój grzech w Ostii, gdzie jej syn – ten urodzony na ulicy podczas procesji – został po latach biskupem… Ta druga wersja pochodzi najpewniej od jakiegoś poczciwca, późniejszego kopisty.
Ale na czym opierał się Marcin? Miał, jako spowiednik kolejnych papieży, dostęp do najtajniejszych papieskich dokumentów, które być może dawno już nie istnieją? Czy po prostu zmyślał?
A nie jest to jedyny kłopot. Marcin utrzymuje, że owa tajemnicza kobieta zasiadała na Stolicy Piotrowej po Leonie IV, zmarłym w czerwcu 855 roku. Pech chce, że wiadomo, kto po Leonie IV został kolejnym papieżem: Benedykt III. Na monetach, wybitych w 855 roku, widnieje już wizerunek nowego papieża Benedykta razem z ówczesnym władcą Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, cesarzem Lotarem. Lotar zmarł już we wrześniu 855 roku, tak więc Benedykt musiał się z nim spotkać wcześniej. Między dwoma papieżami, Leonem IV i Benedyktem, nie ma zatem miejsca na Joannę.
W dwóch innych, mniej popularnych kronikach z tego samego okresu, również pojawia się tajemnicza bezimienna, wybrana na papieża – ale dzieje się to ponoć 250 lat później, w 1099 roku. W takich słowach opowiada o niej Jean de Mailly, dominikanin z Metzu, w swojej „Chronica Universalis”:
„Mowa tu o pewnym papieżu albo raczej papieżycy, która nie figuruje na liście papieży ani biskupów Rzymu, gdyż okazała się kobietą, która przywdziała męski ubiór i została, dzięki swemu charakterowi i talentom, najpierw sekretarzem Kurii, potem kardynałem, i wreszcie papieżem. Jednak pewnego dnia, gdy wsiadała na konia, zaczęła rodzić. Natychmiast, zgodnie z rzymskim prawem, przywiązano ją za nogi do końskiego ogona i wleczono za koniem przez pół ligi (ok. 3/4 kilometra), podczas gdy ludzie ją kamienowali. Została pochowana tam, gdzie zmarła, i w tym miejscu wyryto napis PPPPPP, który oznacza Petre, Pater Patrum, Papisse Prodite Partum, czyli Piotrze, ojcze ojców, ujawnij poród papieżycy. W tym samym czasie ustanowiony został czterodniowy post, który nazwano postem papieżycy”.
W kolejnych kronikach z XIV i XV wieku opowieść o papieżycy obrasta w szczegóły, zajmuje coraz więcej miejsca. Bezimienna otrzymuje imię Joanna, ale niekiedy nazywa się ją także Agnieszką lub Filibertą. Sensacyjny temat budzi zainteresowanie pisarzy; o Joan¬nie piszą Boccaccio i Petrarka. Na jej przykład powołuje się Jan Hus, krytykując – na krótko przed spaleniem na stosie – obyczaje duchowieństwa na soborze w Konstancji. W tarocie pojawia się karta „Papieżycy” lub „Arcykapłanki”.
Czasy pornokracji
Samo istnienie kobiety, która podstępem wśliznęła się na tron papieski, przez długie wieki uchodzi za fakt – także w Watykanie. Figura Joanny znalazła się nawet wśród figur innych papieży w katedrze w Sienie. Dla zwolenników reformacji historia Joanny to istny dar z nieba. Zaczyna się ją utożsamiać z nierządnicą babilońską z Apokalipsy św. Jana. Z czasem jednak właśnie zwolennicy reformacji zaczynają dostrzegać, że w opowieści o Joannie jakoś nic się nie zgadza, że ta postać nie pasuje tak naprawdę do żadnej daty w historii papiestwa. Uznają, że chodzi jednak o postać legendarną.
Nie brak jednak i wiernych rzeczników istnienia papieżycy. Utrzymują oni, że Kościół, dla ratowania własnego prestiżu, utajnił lub zniszczył wszelkie dowody jej istnienia. Ich zdaniem papież Benedykt III – o którym skądinąd wiadomo bardzo niewiele – był fikcją wymyśloną przez Kościół dla ukrycia wpadki z papieżycą.
Według tej wersji papieżem w tym okresie tak naprawdę była Joanna, to jej wizerunek widnieje na monetach – tyle że podpisany „Benedykt”. Inni znów powiadają, że postać Joanny – to symboliczny efekt „rządów nierządnic”, czyli okresu moralnego upadku, jaki nastąpił za sprawą kobiet. Sześćdziesięcioletni okres dziejów papiestwa w X wieku wszedł nawet do historii pod nazwą „pornokracji”, czyli rządów nierządnic. Wśród rzymskiego pospólstwa krążyły wówczas opowieści o rozwiązłych damach z możnego rodu Teofilaktów, Teodorze i jej córce Marozji, i o ich wpływie na papiestwo. Powtarzano sobie na ucho, że Marozja została w wieku 15 lat konkubiną papieża Sergiusza III, a ich wspólny syn został później w wieku lat 20 lub 21 papieżem jako Jan XI.
Zdaniem współczesnych historyków, którzy przeważnie uznają historię papieżycy za legendę niemającą pokrycia w faktach, to właśnie wydarzenia tamtego okresu mogły stać się inspiracją dla powstania legendy o kobiecie, która dla odmiany nie protegowała faworytów, tylko sama – w męskim przebraniu – przyjęła godność papieża.
Są i inne, całkiem prozaiczne próby wyjaśnienia poszczególnych elementów legendy. Papieże nigdy nie prowadzą już tą droga procesji? To prawda – ale dzieje się tak po prostu dlatego, że uliczka jest za wąska. Pytania budziły też marmurowe krzesła z otworami w siedziskach – ponoć miały służyć do badania, czy wybrany papież naprawdę jest mężczyzną. Prawda jest tymczasem taka, że takie krzesła pochodzące jeszcze z czasów starożytnego Rzymu służyły dygnitarzom jako skrzyżowanie krzesła z toaletą. Nazwa pobliskiej rzymskiej uliczki „Papissa” ma pochodzić po prostu od nazwiska rodziny Pape, która miała w tym miejscu posiadłość. No i cała historia zrodziła się być może z faktu, że przy tej uliczce miał się kiedyś znajdować pomnik starszego mężczyzny w długiej szacie, niosącego dziecko. Tego mężczyznę widocznie ktoś wziął omyłkowo za papieża.
Najbardziej jednak chyba przemawia do wyobraźni konkluzja, jaką Rosemary i Darroll Pardoe zamieszczają na końcu swojej książki „Female Pope. The Mystery of Pope Joan”. Wspominają oni, że motyw kobiety w męskim przebraniu występuje właściwie od początku chrześcijaństwa. Różne pobożne dziewczęta, później niekiedy uznawane za święte, chroniły się tak przed napastowaniem lub przed małżeństwem z poganinem.
Może więc – sugerują autorzy – jakiejś innej wybitnej kobiecie udało się to, co legenda przypisuje wymyślonej papieżycy Joannie? Może nigdy nie została zdemaskowana i po prostu figuruje dziś w encyklopediach pod przybranym, męskim imieniem?
na podst. www.users.globalnet.co.uk
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".