Rozmyślania byłego drapieżnika
Można bez niego żyć, ale jemy go coraz więcej, bo po prostu je lubimy. Właśnie dlatego nauczyliśmy się produkcji na skalę przemysłową. Teraz ten przemysł, zamiast nas karmić, powoli zabija wszystko: ludzi, zwierzęta, środowisko, klimat. Wybór jest prosty: albo przestaniemy jeść mięso, albo zginiemy.
Petra SteinbergerWychowano nas w przekonaniu, że jedzenie jest kwestią prywatną. To osobista sprawa każdego z nas, co i ile je. Kto nie czuje się związany żadnym religijnym zakazem, nie musi już przestrzegać żadnych norm żywieniowych. Dzięki odkryciu technik produkowania i przetwarzania żywności, uprawy roli i masowej hodowli zwierząt wyzwoliliśmy się z naszej zależności od natury. Wynalazki i technologie ery nowożytnej ostatecznie uwolniły od widma głodu przynajmniej tę część ludzkości, która zamieszkuje bogate kraje świata.
Ludzie to pantofagi, czyli istoty wszystkożerne. Jednak przez pierwszych paręset tysięcy lat ewolucji człowieka, wobec niedostatku pożywienia, nauczyliśmy się pozyskiwać energię jak najszybciej i w jak największych ilościach – dlatego kochamy mięso. To wspaniałe źródło energii – podpowiadają nam pierwotne instynkty. Energia w dużej dawce jest dobra: czyni nas szybkimi i silnymi, mądrzejszymi niż zwierzęta. Czyni nas Homo sapiens.
Jedzenie ery industrialnej
Dzięki nauce wiemy już, że wcale nie potrzebujemy mięsa, aby przetrwać. Jednak w głębi duszy nadal go chcemy: grillujemy, pieczemy i smażymy, wędzimy i peklujemy. Zamawiamy je na krwisto, w wersji średnio lub dobrze wysmażonej. Całe pozostałe jedzenie to tylko dodatki do mięsa. Ryż, proso i sorgo zostawiamy dla najbiedniejszych. My, zamożni, wybraliśmy mięso, a nawet w jego spożyciu zaszliśmy zdecydowanie za daleko – utyliśmy i nasze zdrowie cierpi na skutek diety zbyt bogatej w białko zwierzęce.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
