Sen o potędze
Światem arabskim rządzą dziś sprzeczności. Olbrzymie bogactwo i supernowoczesne miasta kontrastują z masowym analfabetyzmem i fanatyzmem religijnym. W rezultacie Arabowie rzadko mówią jednym głosem.
David B. OttawayArabowie od dawna mieli niezwykle silne poczucie wspólnej tożsamości i losu. Kraje arabskie, w przeciwieństwie do tych z zachodniej Europy, Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej, są związane wspólnym językiem i religią. Mają przekraczającą państwowe granice kulturę zakorzenioną w 14 wiekach islamu, wspominają potężne kalifaty z siedzibami w Damaszku i Bagdadzie. Z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która uniknęła europejskiego jarzma, łączy je też historia zażartej antykolonialnej walki przeciwko Francji i Wielkiej Brytanii, która zaczęła się wraz z upadkiem imperium otomańskiego podczas I wojny światowej.
Osmanowie władali Arabami przez prawie 500 lat, zręcznie tworząc podziały i jednocześnie rządząc stosunkowo lekką ręką. Rewolucja arabska (1916–1918) przeciw Turkom osmańskim, pod wodzą emira Mekki, Sajda Husajna ben Alego, do której przyłożył rękę legendarny Brytyjczyk Lawrence z Arabii, rozpaliła marzenie o na nowo zjednoczonym państwie arabskim.
Zwycięzcy I wojny światowej mieli jednak inne plany. Liga Narodów podzieliła prowincje pokonanego imperium otomańskiego na dzisiejszy Irak, Syrię, Liban i Palestynę pod francuskim i brytyjskim zarządem, co dało nowy bodziec arabskiemu ruchowi przebudzenia. W okresie II wojny światowej europejscy władcy cynicznie rozbudzali nadzieje na niepodległość, starając się zapobiec sprzymierzeniu się Arabów z Niemcami Hitlera. Wobec zbliżającego się końca wojny Egipt i Arabia Saudyjska, wówczas jedyne niezależne kraje w regionie, razem z czterema innymi arabskimi prowincjami wzniosły sztandar Ligi Państw Arabskich, nowej organizacji mającej zakończyć europejskie rządy.
na podst. © The Wilson Quarterly
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
