BBC NewsBoliwię zalewa od niedawna bardzo słodki ciemnobrązowy napój w butelkach z czerwono-białą etykietką. Ale to nie jest to, o czym myślicie. Na i tak już bardzo nasycony rynek napojów gazowanych trafił właśnie zupełnie nowy gracz: Coca Colla. Nazwa tego produktu kojarzy się dość jednoznacznie, ale jego wytwórca Victor Ledezma zapewnia, że nie chodzi o nieuczciwe naśladownictwo. Według niego nowa marka nawiązuje do wyciągu z liści koki, który jest jednym ze składników napoju, oraz do nazwy andyjskiego ludu uprawiającego tę roślinę na pograniczu Boliwii, Chile i Argentyny.
Jednak Coca Colla to nie tylko pomysł na biznes, ale także symbol indiańskiej dumy. Inicjatywa producenta jest zgodna z polityką władz wspierających rozwój i uprzemysłowienie upraw koki. – Chcę, żeby pito ją na całym świecie. Koka ma ogromny potencjał.
Cały świat powinien wiedzieć, że ma ona nie tylko przyjemny smak, ale jest również dobra dla ciała i ducha – mówi Ledezma. Nie podoba mu się, że uprawy tej rośliny, będącej surowcem do produkcji kokainy, ale także ważnym elementem tradycyjnej kultury indiańskiej, są na ogół kojarzone wyłącznie z handlem narkotykami.
Dotychczas zainteresowanie antyimperialistycznym napojem wykazał Iran, nowy sojusznik Boliwii. Ajatollahowie zamówili dwa miliony butelek. Państwa należące do Boliwariańskiej Alternatywy dla Ameryk zamierzają nie tylko importować, ale także finansować produkcję Coca Colli. Ledezma, który opracował „tajną recepturę” napoju i sam go produkuje, rozlewanie do butelek musi zlecać podwykonawcom.
W przyszłości chciałby jednak zbudować własne zakłady w Santa Cruz. Aby nowy napój można było eksportować na cały świat, ONZ musiałaby wycofać liście koki ze spisu narkotyków, w którym figurują od 1961 roku. Należałoby też znowelizować boliwijskie ustawodawstwo, które zakazuje eksportu wszelkich produktów na bazie koki, ale prezydent Evo Morales, który sam kiedyś uprawiał kokę, pewnie dałby się do tego przekonać.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
