The Washington PostPasażerowie lotu 188 z San Diego do Minneapolis mieli najgorsze przeczucia. Choć już powinni byli wylądować, samolot nadal szybował w przestworzach i nikt z załogi nie udzielił żadnych wyjaśnień na temat przyczyn opóźnienia. W końcu jeden z pasażerów zbeształ stewarda, który poszedł wyjaśnić sprawę z pilotami.
Gdy wszedł do ich kabiny, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Piloci nie rozpoczęli manewru lądowania, bo akurat… surfowali w internecie. Obaj lotnicy tłumaczyli potem, że stracili poczucie czasu, ale nie uchroniło ich to przed utratą licencji. Ne bezrobociu będą mieć dużo wolnego, żeby bujać w obłokach.
Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
